„Tylko mnie nie zarzynać…”
- Tylko mnie nie zarzynać i nie
okradać – powiedział Rafał, kiedy zamknąłem za sobą drzwi.
- W sumie nie myślałem, o tym ale to
ciekawy pomysł – odparłem.
Chłopak roześmiał się szeroko, po
czym odebrał dzwoniący do niego telefon i ruszył na trasę. Rozmawiał przez
zestaw głośnomówiący, z kolegą który za kilka dni się ma przeprowadzić do
nowego mieszkania z żoną, czekają też na dziecko. Rafał zaproponował, żeby
kolega powiedział mu kiedy i o której się przeprowadza to on weźmie dzień wolny
i mu pomoże, ale kolega odparł że przecież ma od tego ludzi – swoich
pracowników, i że będzie dobrze. Zaprosił Rafała do siebie w weekend, ale ten
powiedział że właśnie jedzie do Poznania, a w weekend akurat się umówił z
Martusią.
- A jak z tamtą… Anią? Czy jak ona
była? – zapytał kolega.
- Agata. Ale to już nieaktualne.
Zresztą potem jeszcze Gosia była.
Rozmówca się roześmiał.
- A jak tam dzidzia? – dopytywał
„mój kierowca”.
- No powoli. Jeszcze kilka tygodni.
A jak tam u ciebie z mieszkaniem?
- No, stary, ja się przeprowadzam
teraz już normalnie do Warszawy, na Pragę, no zresztą wiesz…
- No wiem. A jak z kredytem?
- No stary, ja ci powiem że jest. To
znaczy, jeszcze nie dostałem konkretnie na piśmie, ale rozmawiałem z kolegą
który pracuje w banku, że na pewno będzie.
- Aha.
- Bo ja do kilku banków składałem,
wiesz jak jest teraz. Jak chcesz to ja zadzwonię do tego mojego kolegi, może ci
jakoś pomoże.
- Nie, nie… Spoko. Ja tam coś
załatwiał, powinno być dobrze.
- No, jak coś to wiesz…
- Dzięki. To się odzywaj jak wrócisz
do Warszawy i będziesz miał czas.
- Spoko, spoko. No, to na razie.
Rozłączył się.
- A to teraz taki kłopot, żeby
kredyt dostać jest? - spytałem.
- No, stary. A ile ty masz lat?
- 25.
- No. To te osiem lat temu, to się
jeszcze nie interesowałeś tematem pewnie mieszkań i kredytów…
- No ja do tej pory się za bardzo
nie interesuję.
- No to lepiej dla ciebie. Ale
chodzi o to, że te osiem czy dziesięć lat temu, to kredyt dostać było bardzo
łatwo. Naprawdę. A teraz, to tak cię sprawdzają, na wszystkie strony, zdolność
kredytowa, praca, dochody, rodzina, coś tam, sroś tam. No masakra.
- A czym się zajmujesz?
- No ja to w sumie po prostu jeżdżę
po Polsce i wciskam ludziom kit.
- Czyli, że co?
- No jestem komiwojażerem.
- I sprzedajesz garnki?
- Nie… Wsadzam produkt do sklepów.
Tak jak teraz, jadę do Poznania. Jutro rano mam spotkanie z potencjalnym
kupcem. Wiesz jak jest, no to taka robota że czasem trzeba posmarować, czasem
zabrać na imprezkę, czasem wycieczkę, czasem na dziwki. I tak chodzisz z tymi
ludźmi, dbasz żeby się dobrze czuli i przypominasz co jakiś czas żeby nie
zapomniał, że ma kupić od ciebie conieco.
- A co to za produkt.
- Kurde… No, kleje do glazury
sprzedaje. Nie tylko co prawda, ale głównie. Pewnie znasz. Kiedyś była taka
reklama, z tym znanym takim tym… no takim znanym kolesiem. Nie ważne.
Jedziemy chwilę w milczeniu.
- Ale to są pierdoły straszne. To
znaczy, wiesz, kasa jest ale robota chujowa bo to korporacja. Co parę dni
przychodzi ktoś do ciebie i ci pod nosem coś brzdąka, że będą redukcje
pracowników, że mało pieniędzy, że coś tam i generalnie daje do zrozumienia,
żebyś lepiej udawał że zapierdalasz.
- I co? Pasuje ci to?
- No, powiem ci, że nie narzekam w
sumie. Ale znasz złotą zasadę: „miej wyjebane, a będzie ci dane”.
Potem klasycznie zeszło na temat
autostopu i tego że Rafał sam nigdy tak nie jeździł, ale za to często jeździ
autem za granicę i tak na przykład rok temu był w Odessie ze znajomymi i nie
mieli gdzie spać. Zagadali z kimś w barze (o ile dobrze pamiętam) i człowiek
zaproponował im bardzo tani hotel. Zgodzili się od razu, poczekali chwilę na
kogoś, kto miał ich zaprowadzić na miejsce i nagle pojawił się wielki, łysy
gość w czarnej skórze, który okazał się
być bardzo miłym człowiekiem i faktycznie ich zaprowadził, wszystko wytłumaczył
(na tyle, na ile byli w stanie się porozumieć).
Każdy dostał pokój, Rafał akurat
najmniejszy, gdzieś na dole ale zupełnie mu to nie przeszkadzało. Położył się i
śpi. Aż w pewnym momencie za ścianą ktoś zaczął uprawiać bardzo głośny i bardzo
intensywny seks. Trwało to może dwadzieścia minut, po czym ludzie z pokoju
wyszli. Rafał starał się więc spać dalej, ale za jakiś czas ktoś wszedł do tego
samego pokoju i historia powtórzyła się na nowo.
- Wtedy już mniej więcej wiedziałem
„co jest pięć”, ale tak z czystej ciekawości poszedłem na recepcję się dopytać.
Wychodzę, a na tam na kanapie siedzi z dziesięć lasek, ubranych jak do
pierwszej sceny niemieckiego pornosa i się do mnie uśmiechają. No to się
uśmiechnąłem, a co.
Na recepcji siedziała młoda
dziewczyna, która skończyła polonistykę, więc bez problemu się dogadali.
Wyjaśniła mu, na czym polega to miejsce, i że po za tym jest to normalny hotel,
ale nie każdemu to odpowiada.
- Mnie tam odpowiadało – uśmiechnął
się Rafał i odebrał kolejny telefon przez zestaw głośnomówiący. Rozmowa była
bardzo podobna do poprzedniej: kredyt, praca, odwiedziny w Warszawie, nie może
bo się umówił z Martusią, przedwczoraj zachlał z kumplem. Potem była kolejna
taka rozmowa. I kolejna. Aż w końcu wysadził mnie na stacji benzynowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz