„Na
dziś już wystarczy autostopowiczów”
Marcin, osobowy, 23 lata
Wysadzili
mnie kawałek za rondem w Radomiu, z którego można było pojechać w zasadzie we
wszystkie strony świata. Kiedy doszedłem do odpowiedniego zjazdu, okazało się
że na przystanku autobusowym już ktoś łapie.
Był
to chłopak przed trzydziestką. Miał ze sobą tylko torbę na jedno ramię. To był
Bartek, ale poznać się mieliśmy dopiero parę minut później. Na razie podchodzę
do niego i pytam:
-
Daleko łapiesz?
-
Nie. Trzydzieści kilometrów.
-
Mogę ci porobić konkurencję?
-
Spoko – wzruszył ramionami.
Stanąłem
z kartonem jakieś dwadzieścia metrów za nim i po kilku minutach zobaczyłem jak
osobowa toyota zatrzymuje się na przystanku i go zabiera. Machnął do niego na
pożegnanie i w tym momencie samochód zatrzymał się koło mnie.
-
Dawaj! – krzyknął kierowca, który wyglądał na jakieś osiemnaście lat.
Bartek
faktycznie jechał tylko kawałek. Pracuje w Radomiu, a mieszka w Białobrzegach. Pracuje
w firmie elektronicznej „przy różnych pierdołach”, jak to sam ujął. Codziennie
wstaje o 5.30, o 6.20 ma pekaes to Radomia. Potem zawsze wraca stopem, bo już
powrotnego nie ma.
-
I tak bez kartki łapiesz? – spytałem kierowany jeszcze radami jednego kierowcy,
sprzed kilku miesięcy.
-
Tak. Mnie tu już dużo ludzi zna, z tych co jeżdżą to tak się zabieram. Albo
rowerem też jeżdżę często. Tylko dziesięć kilometrów mogę ulicą, bo potem już
jest znak, że nie można. Jakbym jechał dalej to 500zł mandatu można dostać. O
to ten znak.
-
A z robotą u ciebie to ciężko pewnie? – spytał Marcin, który jednak okazał się
nie osiemnastoletnim licealistą, a dwudziestoczteroletnim studentem technologii
żywności.
-
No ciężko… - zamyślił się Bartek.
Z
ocenianiem ludzi na oko można się zazwyczaj mocno pomylić, ale widać było po
Bartku, że jest raczej samotnym gościem, który mieszka z rodzicami i jest dobry
w jakimś-takim elektronicznym majsterkowaniu.
-
Ja bym tutaj pod mostem wysiadł, co?
-
Jasne. A potem masz daleko jeszcze?
-
Nie… Dwadzieścia minut przez pola i jestem w domu.
-
Przesiadasz się do przodu?
Marcin
z tyłu wiózł garnitur.
-
Bo ja Warszawie studiuję to jadę się przekimać w akademiku i jutro ruszam dalej
bo to gdzieś pod Białymstokiem będzie w ogóle. A to taki kumpel się żeni, co my
zawsze mówiliśmy o nim że się nigdy nie ogarnie. Jak szedł w melanż to
człowieku… No tragedia po prostu. Nikt by się nie spodziewał, że jakkolwiek
spoważnieje, a ten pierwszy z naszej ekipy się hajta.
-
A on jest w twoim wieku?
-
Nie no starszy jest od nas. Jakoś dwadzieścia sześć ma chyba.
-
To w moim wieku.
-
No widzisz – popatrzył na mnie śmiejąc się. – A tobie to chyba nie grozi ślub
na razie?
-
No nie bardzo – nie chciałem drążyć tego tematu, więc szybko zeszło na studia i
pracę.
-
Jak sobie załatwiłem pracę na wakacje to oni mi powiedzieli, że 1400 mogą mi
dać. To ja człowieku wolę już sobie mieć normalne wakacje chociaż. No ale
będzie trzeba się w końcu zorganizować, na razie to już piąty rok jadę na
socjalnym, stary, 1000 co miesiąc mam i się nie martwię.
-
A skąd socjalne? – zapytałem rozglądając się po całkiem niezłym samochodzie i
ubraniach.
-
Rodzice mi przepisali przed studiami kawałek ziemi, no to mam swoje
gospodarstwo już, a że z jednego hektara nie wyżyjesz to państwo musi pomóc –
roześmiał się trochę w stylu negatywnych postaci z kreskówek. – No ale takie
czasy są teraz. I studia, i praca, i dziewczyny są teraz pojebane. Teraz, żeby
iść do pracy to musisz mieć doświadczenie dwuletnie wszędzie, no to wiadomo że
każdy sobie załatwia lewe papiery no bo jak…
A
po piętnastu kilometrach zeszło na dziewczyny.
-
Idziesz do klubu, postawisz dwa piwa i one już chcą, człowieku. No po prostu
tragedia. Żebym ja jeszcze jakoś wyglądał, ale popatrz na mnie.
Faktycznie
nie był to może chłopak w stosunku można by użyć przymiotnika „przystojny”, ale
we Władcy Pierścieni też by raczej nie zagrał.
-
Ostatnio sąsiadkę taką poznałem. No faaajna. I ładna i kumata, no zdawałoby się
w porządku. Ale pierwsza popijawa, a ona już u mnie w łóżku siedzi. To sobie
tak myślę, że skoro mi łatwo poszło to każdemu innemu też mogło. Ja to jak nie
muszę powalczyć o dziewczynę z pół roku to w ogóle mnie nie jara coś takiego.
Pojawiła
się tablica miejscowości Pamiątka.
-
A tutaj kiedyś fotoradar był. Taką pamiątkę dostawałeś z wycieczki. Hehe.
Minęło
dwadzieścia kolejnych kilometrów i zobaczyliśmy kobietę, która łapała stopa.
Marcin zwolnił na moment, po czym pojechał dalej.
-
Na dziś już wystarczy autostopowiczów – uśmiechnął się do mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz