środa, 1 października 2014

„Na dziś już wystarczy autostopowiczów”

Marcin, osobowy, 23 lata

            Wysadzili mnie kawałek za rondem w Radomiu, z którego można było pojechać w zasadzie we wszystkie strony świata. Kiedy doszedłem do odpowiedniego zjazdu, okazało się że na przystanku autobusowym już ktoś łapie.
            Był to chłopak przed trzydziestką. Miał ze sobą tylko torbę na jedno ramię. To był Bartek, ale poznać się mieliśmy dopiero parę minut później. Na razie podchodzę do niego i pytam:
            - Daleko łapiesz?
            - Nie. Trzydzieści kilometrów.
            - Mogę ci porobić konkurencję?
            - Spoko – wzruszył ramionami.
            Stanąłem z kartonem jakieś dwadzieścia metrów za nim i po kilku minutach zobaczyłem jak osobowa toyota zatrzymuje się na przystanku i go zabiera. Machnął do niego na pożegnanie i w tym momencie samochód zatrzymał się koło mnie.
            - Dawaj! – krzyknął kierowca, który wyglądał na jakieś osiemnaście lat.

            Bartek faktycznie jechał tylko kawałek. Pracuje w Radomiu, a mieszka w Białobrzegach. Pracuje w firmie elektronicznej „przy różnych pierdołach”, jak to sam ujął. Codziennie wstaje o 5.30, o 6.20 ma pekaes to Radomia. Potem zawsze wraca stopem, bo już powrotnego nie ma.
            - I tak bez kartki łapiesz? – spytałem kierowany jeszcze radami jednego kierowcy, sprzed kilku miesięcy.
            - Tak. Mnie tu już dużo ludzi zna, z tych co jeżdżą to tak się zabieram. Albo rowerem też jeżdżę często. Tylko dziesięć kilometrów mogę ulicą, bo potem już jest znak, że nie można. Jakbym jechał dalej to 500zł mandatu można dostać. O to ten znak.
            - A z robotą u ciebie to ciężko pewnie? – spytał Marcin, który jednak okazał się nie osiemnastoletnim licealistą, a dwudziestoczteroletnim studentem technologii żywności.
            - No ciężko… - zamyślił się Bartek.
            Z ocenianiem ludzi na oko można się zazwyczaj mocno pomylić, ale widać było po Bartku, że jest raczej samotnym gościem, który mieszka z rodzicami i jest dobry w jakimś-takim elektronicznym majsterkowaniu.
            - Ja bym tutaj pod mostem wysiadł, co?
            - Jasne. A potem masz daleko jeszcze?
            - Nie… Dwadzieścia minut przez pola i jestem w domu.

            - Przesiadasz się do przodu?
            Marcin z tyłu wiózł garnitur.
            - Bo ja Warszawie studiuję to jadę się przekimać w akademiku i jutro ruszam dalej bo to gdzieś pod Białymstokiem będzie w ogóle. A to taki kumpel się żeni, co my zawsze mówiliśmy o nim że się nigdy nie ogarnie. Jak szedł w melanż to człowieku… No tragedia po prostu. Nikt by się nie spodziewał, że jakkolwiek spoważnieje, a ten pierwszy z naszej ekipy się hajta.
            - A on jest w twoim wieku?
            - Nie no starszy jest od nas. Jakoś dwadzieścia sześć ma chyba.
            - To w moim wieku.
            - No widzisz – popatrzył na mnie śmiejąc się. – A tobie to chyba nie grozi ślub na razie?
            - No nie bardzo – nie chciałem drążyć tego tematu, więc szybko zeszło na studia i pracę.

            - Jak sobie załatwiłem pracę na wakacje to oni mi powiedzieli, że 1400 mogą mi dać. To ja człowieku wolę już sobie mieć normalne wakacje chociaż. No ale będzie trzeba się w końcu zorganizować, na razie to już piąty rok jadę na socjalnym, stary, 1000 co miesiąc mam i się nie martwię.
            - A skąd socjalne? – zapytałem rozglądając się po całkiem niezłym samochodzie i ubraniach.
            - Rodzice mi przepisali przed studiami kawałek ziemi, no to mam swoje gospodarstwo już, a że z jednego hektara nie wyżyjesz to państwo musi pomóc – roześmiał się trochę w stylu negatywnych postaci z kreskówek. – No ale takie czasy są teraz. I studia, i praca, i dziewczyny są teraz pojebane. Teraz, żeby iść do pracy to musisz mieć doświadczenie dwuletnie wszędzie, no to wiadomo że każdy sobie załatwia lewe papiery no bo jak…

            A po piętnastu kilometrach zeszło na dziewczyny.

            - Idziesz do klubu, postawisz dwa piwa i one już chcą, człowieku. No po prostu tragedia. Żebym ja jeszcze jakoś wyglądał, ale popatrz na mnie.
            Faktycznie nie był to może chłopak w stosunku można by użyć przymiotnika „przystojny”, ale we Władcy Pierścieni też by raczej nie zagrał.
            - Ostatnio sąsiadkę taką poznałem. No faaajna. I ładna i kumata, no zdawałoby się w porządku. Ale pierwsza popijawa, a ona już u mnie w łóżku siedzi. To sobie tak myślę, że skoro mi łatwo poszło to każdemu innemu też mogło. Ja to jak nie muszę powalczyć o dziewczynę z pół roku to w ogóle mnie nie jara coś takiego.

            Pojawiła się tablica miejscowości Pamiątka.
            - A tutaj kiedyś fotoradar był. Taką pamiątkę dostawałeś z wycieczki. Hehe.

            Minęło dwadzieścia kolejnych kilometrów i zobaczyliśmy kobietę, która łapała stopa. Marcin zwolnił na moment, po czym pojechał dalej.

            - Na dziś już wystarczy autostopowiczów – uśmiechnął się do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz