"To
bez sensu"
Wysiadłem
na samym końcu Warszawy. Klasycznie, jak zresztą na każdym innym końcu
Warszawy, trafiłem na centrum handlowe. Parking był pełen taksówkarzy, którzy
na pewno wiedzieli, gdzie tu stanąć żeby pojechać na północny-wschód Polski (w
tym przypadku, chodziło o kierunek „Łomża i dalej”, chociaż moja podróż nie
miała nic wspólnego z piciem piwa).
-
Panie, no na Łomżę to tam niby, ale cię nie wezmą chłopie, no bo gdzie.
-
Teraz to nikt tak nie jeździ.
-
Nikt cię nie weźmie.
-
Pekaesem trzeba było. Tylko teraz to się byś wrócić musiał na Wileński czy
gdzieś, ja to nie wiem dokładnie.
-
Ale generalnie to jest tam? – wskazałem palcem drogę wychodzącą ze
skrzyżowania.
-
No tak, ale to bez sensu – odparł jeden z taksówkarzy, którzy bardzo odżyli
widząc człowieka z plecakiem i kartonem.
Napisałem
sobie na wszelki wypadek trzy miejscowości leżące względem siebie po trasie,
gdyby ktoś jechał bliżej lub dalej.
Okazało
się, że jest olbrzymi korek. Stanąłem na przystanku i nagle ogarnął mnie
okropny wstyd. Zawsze kiedy mam nagle obwieścić światu, że stoję „tutaj” i
czekam aż ktoś mnie weźmie „tam” czuję się niesamowicie skrępowany. Trochę
jakbym miał nagle zacząć żebrać. Sprawdziłem na wszelki wypadek autobus.
Dwadzieścia minut. Można by poczekać i wyjechać dalej z miasta, ale korków się
nie uniknie więc większego sensu to nie miało.
Ok,
podnoszę kartkę i zaczynam patrzeć w dal, żeby uniknąć dziwnych reakcji ludzi
wlokących się w kolejce tuż koło moich butów.
Po
kilku sekundach ktoś zatrąbił i zobaczyłem machającą w moim kierunku rękę około
pięćdziesięcioletniego mężczyzny.
Co prawda wszystko co się stało potem „było bez sensu”,
ale tak to się mniej więcej zaczęło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz